Rajdy samochodowe. Tak piękna gałąź motorsportu. Tak widowiskowa, że często zbieram szczękę z podłogi. Tak trudna, że nawet najlepsi wypadają z drogi i nie są w stanie ukończyć rajdu. Tak wdzięczna dla kibiców. Ermmm…..momencik. Wdzięczna dla tych, którzy serio kochają ten sport i są w stanie jeździć za swoimi idolami po całym świecie. To nie jest najprostsza forma kibicowania i już Wam tłumaczę dlaczego.

Kiedyś regularnie mogliście mnie spotkać na Barbórce. Mam brata ciotecznego, który cholernie kocha rajdy i to on był najczęściej inicjatorem naszych wypraw. Wychowani na Colinie McRae Rally i relacjach z WRC na Eurosporcie nie mieliśmy problemu, żeby rano wstać, przywitać zawodników na starcie i jeździć za nimi po Warszawie nierzadko ślizgając się po błocie i marznąć do szpiku kości. Zazwyczaj dopingowaliśmy Kuzaja, chyba dlatego, że jeździł najbardziej widowiskowo. Każda Barbórka kosztowała mnie jednak zawsze tydzień lub dwa tygodnie leżenia w łóżku. Jego zresztą też. Potem to już nie te auta, nie Ci kierowcy. Po prostu passs. Przynajmniej z mojej strony, bo on nadal jeździ (podziw bracie!).

W 2009 WRC zawitało jednak do Polski. Zadzwonił Łukasz i mówi: „Jedziemy!” „No to jedziemy!” pomyślałem. Problem polegał tylko na tym, że skończyło się na staniu w korkach na dojazdówkach, dosłownie przeprawianiu się przez pola, rowy, rzeki, drzewa, góry do jakiegoś OeSu, a potem oglądaniu dosłownie przez ułamek sekundy jak przelatuje obok mnie auto. Nie wspomnę już, że oglądałem wyczyny kierowców z kapiącymi z nosa glutami, bo jak na miastowego przystało mam zajebistą alergię chyba na wszystko.

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Co tam, że nie dostanę kamieniem w oko i nie najem się błota. WRC to ja wolę oglądać na kanapie. Mieć widok ze środka rajdówki, z helikoptera, w zasadzie zewsząd, a do tego przegryzać co chwilę M&Msy.

74 Rajd Polski

Mija kilka lat i dostaję zaproszenie na 74 Rajd Polski zorganizowany na naszych Mazurach. Pojawiają się takie nazwiska jak Ogier, Neuville, Tanak czy Latvala. Za kierownicą z pozoru średnio ciekawie brzmiących aut: Hyundai i20, Toyota Yaris, Citroen C3, Fiesta RS (porównaj to do Subaru Impreza czy Mitsubishi Lancer Evolution) zmierzą się na 23 szybkich, szutrowych, malowniczych odcinkach specjalnych o długości 326km (z dojazdówkami to grubo ponad 1000km!) W tym Super Oes na Arenie Mikołajki. Pomyślałem więc…Mazury, nowe, aerodynamicznie szalone auta klasy WRC, piękna pogoda…dajmy im szansę!

Apropos pogody…

Na Oesach – Kierunek Wieliczki

Pobudka w Gołębiu z samego rana i ruszamy autokarem na OS Wieliczki. To dosyć spory kawałek, bo do przejechania mamy aż 120 km. Niestety od rana leje. Leje to w sumie mało powiedziane. Leje jak cholera. Na bieżąco słuchamy w autokarze radia rajdowego, z którego wynika jedno. Na Oesach jest mega ślisko. W związku z takimi a nie innymi warunkami pierwsi zawodnicy mogą mieć większe trudności z trakcją. Środek stawki będzie mieć najkorzystniejsze warunki na lekko wyjeżdżonej trasie. Końcówka stawki będzie mieć zdecydowanie najgorzej. Głębokie koleiny, wyryp czyli ogółem hardkor. W związku ze słabą pogodą, wichurami i niestety korkami docieramy po 2h na odcinek spóźnieni. A to oznacza jedno. Wszystkie WuRCe już pojechały i możemy obejrzeć jedynie same ośki. Nie ma się jednak co łamać ruszamy dalej na Chmielewo. Na pewno tam uda się podziwiać nowe, szalone auta z topowej klasy i zrobić kilka zdjęć.

Na Oesach – Kierunek Chmielewo

Po kolejnych kilku godzinach docieramy na kolejny OeS – Chmielewo. Pogoda nadal ssie, ale tym razem dotarliśmy na czas. Wreszcie zobaczę z bliska 380 konne potwory, które przy masie 1190kg dosłownie latają po odcinkach specjalnych! Żeby dojść na oes przechodzimy, a raczej przedzieramy się przez czyjeś podwórko. Błoto po kostki, ulewa i wiatr nie są w stanie zepsuć mi humoru, bo już za chwilę, już za moment będę witał się z gąską. Na tym odcinku mogę również pooglądać odcinek z góry, z helikoptera. Szczerze mówiąc czekałem na to kilka tygodni i teraz najlepsze. Zobaczyłem te 4 krzesła z przykręconym do nich śmigłem. Zobaczyłem, że miota tym jak szatan w tych warunkach pogodowych i nie ma co kłamać. Ofajdałem się ze strachu i chyba jako jedyny nie wsiadłem. Nie wsiadłem do helikoptera, gdzie czekałem na to kilka tygodni. Wyobrażacie sobie?! Chyba jestem stary, bo coraz częściej się czegoś boję. No ale nic, to nie koniec przygód. Zgadnij co teraz. Znów nie zobaczę mknących wąską, szutrową drogą WURców. W związku z nagannym zachowaniem kibiców, które zagrażało ich życiu i zdrowiu oraz życiu i zdrowiu kierowców odcinek został odwołany. Dajesz wiarę? Minęło ponad pół dnia, a ja nadal nie widziałem jeszcze żadnego WuRCa. To już nie jest peszek. To już jest jakiś ultra pech. Kilka tygodni później okazuje się, że konsekwencje idą o wiele dalej niż jeden odwołany odcinek, ale o tym za chwilę. Wracamy więc z powrotem do Mikołajek, żeby zobaczyć ostatni OES na Arenie Mikołajki.

Na Oesach – Super OeS Mikołajki

Końcówka dnia. Może wreszcie zobaczę auta WRC w akcji. Okazuje się, że widzę i to chyba w najbardziej przystępnej formie. Po pierwsze siedzę na trybunach i wszystko widzę. Po drugie auta ścigają się parami. Wreszcie widzę jadącego na zerówce Krzyśka Hołowczyca za kierownicą starej, cudownej Imprezy GT. Zaraz obok niego pojawia się Kuba Przygoński w dozbrojonym Mini. To tylko przedsmak, bo prawdziwa walka stoczy się dopiero pomiędzy topowymi kierowcami WRC.

Strefa serwisowa

Na koniec dnia czekam na zawodników w strefie serwisowej. Zresztą nie tylko ja, ale i całe sztaby mechaników. Niektóre auta docierają do strefy z uszkodzonymi zderzakami, kołami, zawieszeniem. Obserwując pracę mechaników ciężko nie patrzeć z podziwem, jak szybko i skutecznie potrafią zająć się niedomagającym w pełni wozem.

Żeby wszystko mogło sprawnie funkcjonować strefa serwisowa nie jest jednak dostępna dla każdego. To właśnie tutaj widać bardzo duży rozstrzał w budżetach firm. Niektóre teamy mają tylko namiot. Niektóre budują wręcz kilku kondygnacyjne budynki. W strefie serwisowej mogę również odwiedzić centrum dowodzenia Michelin , ale dosłownie na chwilę.

To w tym miejscu zapadają bardzo istotne z punktu strategicznego decyzje. Jaką gumę wybrać? To po pierwsze. Po drugie jaką mieszankę? W rajdach używa się kilku typów ogumienia w zależności od nawierzchni. Przed transporterem Michelin mogę obejrzeć kilka typów opon. Zarówno te przeznaczone na asfalt, śnieg, lód, ale i dokładnie takie, z których zawodnicy korzystają w dniu dzisiejszym czyli na błoto i szuter.

Na każde auto przewidziane jest 28 opon. Wszystko odpowiednio dobrane pod kątem nawierzchni i warunków pogodowych. Rzeźba bieżnika zależy nawet od wielkości kamieni. W obecnych warunkach lepiej sprawdza się guma miękka, gdyż potrafi szybciej się oczyszczać, co przekłada się na trakcję nawet w tak trudnych jak dzisiaj warunkach. Z wiedzy zdobytej przez Michelin podczas rajdów korzystamy finalnie my, kupując coraz lepsze opony drogowe.


Czas wracać do domu

Kiedy wracam do domu, rajd nadal trwa. Po ciężkich, kilkudniowych zmaganiach 74 Rajd Polski wygrywa belgijsksa załoga Thierry NEUVILLE/Nicolas Gilsoul w Hyundaiu i20 Coupe WRC. Zaraz za nimi plasują się: Hayden Paddon (NZL)/Sebastian Marshall (GBR) również Hyundaiem i20 Coupe WRC. Trzecie miejsce zajmuje aktualny lider klasyfikacji WRC – Sébastien Ogier (FRA)/Julien Ingrassia (FRA) za kierownicą Forda Fiesty RS WRC.

Z punktu widzenia kibica rajd był trudny. Przez fatalną pogodę, duży ruch na dojazdówkach i odwołany OeS Chmielewo. przez 3/4 dnia nie udało mi się zobaczyć ani jednego WuRCa. Piekielne błoto obecne na trasie szybkiego rajdu spowodowało, że w zasadzie każdy z kierowców miał jakąś mniejszą lub większą przygodę. Lider zmieniał się osiem razy, a oesy zwyciężało 6 różnych załóg. Na tym polega właśnie magia rajdów. Do samego końca nie wiesz, czy Twój ukochany zawodnik dojedzie do mety. Nie mówiąc już o wyniku. Rozumiem 100 000 osób, które przyjechały z całego świata dopingować i wspierać swoich idoli. Atmosfera podgrzewana kiełbasą, grochówką, kapuśniakiem i piwem nie słabła wzdłuż odcinków nawet w tak beznadziejnej aurze. Szanuję to i cieszę się, że mogłem na polskich ziemiach choć przez chwilę zobaczyć WuRCe, bo w przyszłym roku niestety już ich u nas nie będzie. Tak jest. Względy bezpieczeństwa.

Formuła na Arenie Mikołajki, gdzie prawie przez całe okrążenie możesz podziwiać auto i kunszt kierowcy, pasuje mi bardzo. Latanie przez pokrzywy, żeby skosztować trochę błota spod opony i dostać w czoło kamieniem już trochę mniej.

Amen

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here