~54 166 burgerów BBQ z Burger Baru
~28 888 szklanek całkiem dobrej Łychy z Syreniego Śpiewu
~10 077 biletów na zbliżający się Top Gear Live na Stadionie Narodowym
~371 par butów Lady Highness od Louboutin ( ukłon w stronę Pań)
~162 garnitury od Toma Forda
~64 zegarki Seamaster Planet Ocean 600M SKYFALL Limited Edition
~16 nowych Fordów Mondeo z Casino Royale
~2 nieduże apartamenty w kamienicy na warszawskim Powiślu
~1 Aston Martin Rapide

Wychodzi na to, że za 1 300 000 zł (słownie: milion trzysta tysięcy złotych) można wykarmić kilkanaście pokoleń ludzi slow foodem, upijać się kilkadziesiąt razy dziennie dobrą łychą, ubrać zdrowo i Pana i Panią, pomieszkać to tu, to tam no i przede wszystkim pojeździć Fordami Mondeo! A i owszem możemy mieć Mondeo w każdym możliwym kolorze ale i możemy pokusić się o zakup Aston Martina i to w kolorze Skyfall Sliver. Rapide S to możliwość najmniej egoistycznej opcji, bo jak większość z Was od dawna wie mieszczą się w nim 4 osoby. Jak zmieścił się mój serdeczny, potężny kumpel o wzroście 193cm, to zmieści się chyba każdy. Po godzinie jazdy zapłaciłby pewnie te 1 300 000 zł żeby go stamtąd wypuścić ale na tyle co jeździliśmy – wytrzymał i nie marudził nawet chwili. Baaa….Tak szczęśliwego to go od komunii świętej nie widziałem!

Test drive Aston Martin Rapide S_4

Zanim jednak zaproszę Was do środka, popatrzcie na niego z zewnątrz. Rapide S jest zdecydowanie najbardziej zmysłowym autem, w które można wpakować 4 dojrzałe osobniki gatunku: człowiek. To nic, że z przodu praktycznie nikt go nie odróżni od DB9, czy Virage, czy Vanquisha czy nawet V8 Vantage ( czyli bejbi Astona). Jako całokształt wygląda po prostu fenomenalnie – zarówno z twarzy jak i z profilu. Działa na oko, działa na ucho, nos, działa na każdy możliwy zmysł jaki przyjdzie Wam do głowy. Nie Wiem tylko jak smakuje, bo nie ryzykowałem wylizywania skórzanych siedzeń z kontrastowymi przeszyciami. Gdyby stał u mnie w garażu pewnie i to bym uczynił.

Wersja S to face lift znanego już kilka lat AMR-a. Z zewnątrz jak to w przypadku Astona różnice są kosmetyczne. Wewnątrz (tam gdzie mieszka silnik) zadziało się całkiem sporo, bo zadomowił się tam silnik o mocy 550bhp (5.9 V12), który znacie chociażby z Vanquisha. Co to oznacza? A to, że w prezencie Anglicy wręczyli Nam około 80 koni. Wszystko to dzięki zmienionym, lekkim wałkom rozrządu, nowemu systemowi dolotowemu, wyższym prędkościom obrotowym ( max. moc pojawia się przy 6750 rpm vs 6000 rpm w porównaniu do AMR bez „S”). Idąc dalej…te 550 koni pozwala rozpędzić się Astonowi do 100 km/h w 4.9s i zabijać robaki na śmierć z prędkością ponad 300 km/h, co wymaga szacunku jak na prawie 2 tonowe auto zbudowane w layoucie FR (silnik z przodu, napęd na tył).

Test drive Aston Martin Rapide S_2

Rapida budzimy do życia tak samo jak choćby Vanquisha…Wkładamy kryształowy kluczyk (uwielbiam go) pomiędzy pushbuttony w konsoli centralnej odpowiedzialne za tryb skrzyni biegów. Co jak co ale ta czynność należy do wyjątkowo przyjemnych! Mija leniwe 1,5s i prawie 6 litrowe monstrum budzi się do życia. Brzmi subtelnie, sporo ciszej niż w Vanquishu, ale nadal tak, że włosy, rzęsy, a nawet brwi stają dęba. Start jest troszkę ospały natomiast powyżej mniej więcej 4000 rpm pojawia się dziki ciąg w kierunku redline’a ( silverline’a w Astonie, chyba, że nie dojrzałem koloru czerwonego). Dźwięk podczas tej czynności jest po prostu fenomenalny, soczysty, rześki i głeboki. Podczas chwili spokojnej jazdy sprawdzam system audio za namową Pana Marcina z Aston Martin Warszawa i okazuje się, że gra lepiej niż cokolwiek, co miałem okazję słyszeć do tej pory – ekstremalnie głośno i penetrująco czysto – coś wspaniałego! 1000W zestaw Bang & Olufsen działa wyśmienicie. Nic tylko zabrać znajomych lub rodzinę, zapakować do Astona ( na tylnym siedzeniu bez problemów zainstalujecie fotelik dla dziecka) i jechać na wycieczkę choćby na Lazurowe Wybrzeże delektując się jazdą, muzyką, czarnym-fortepianowym drewnem (opcja) i całym nieziemskim doznaniem jakie daje Rapide S. Rzadko, które auto tak bardzo zwiększa produkcję śliny widziane zarówno z zewnątrz jak i z wewnątrz. Pychota!

Test drive Aston Martin Rapide S_5

Skrzynia w Astonie działa troszkę leniwie, przy hamowaniu czuć jego niebanalną masę ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Przecież to nie jest auto do ścigania się ze świateł, czy hamowania w ostanim możliwym momencie i celowania w apex zakrętu na skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Piękną. AMRS ma zaspokajać wszelkie potrzeby estetyczne i być najbardziej zmysłowym autem świata i robi to doskonale. Przynajmniej tak ja to widzę. No i ten dźwięk, który obudzi najgłębiej śpiącego kota!
Co ciekawe Aston jest relatywnie sztywnym autem a jadąc nim łatwo zapomnieć, że „ciągniemy” za sobą jeszcze kilka metrów samochodu. Zawieszenie sprawdzi się pewnie doskonale na gładkich, polski autostradach, czy drogach ekspresowych. W naszym dziurawym mieście może się jednak wydawać odrobinę za twarde. Nie zmienia to faktu, że jak na tak duże auto zmiany kierunku jazdy odbywają się niezwykle szybko z dużą chęcią i entuzjazmem.

Test drive Aston Martin Rapide S_14

To auto wygląda, jeździ, pachnie ( egzemplarz ze zdjęć ma raptem 200 km przebiegu) i emanuje seksem jak żadne inne! Bez dwóch zdań można w nim rozkochać siebie, pasażerów ale i wszystkich przechodniów podziwiających majestatycznego Rapida S z przystanków, chodników, okien…

Zapraszam do galerii!

gc

Poprzedni artykułTest drive Maserati Quattroporte 2014
Następny artykułTest drive Ferrari 348 Challenge

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj