Niedogotowaną parówką ten kto zapomni naładować baterię w aparacie, a sprawa wyjdzie na jaw dopiero podczas imprezy, którą chce się uwiecznić. Niestety wypada w tym przypadku na mnie. Ale… jak to mawiał dziadek Janusz „ Głupi to zawsze ma szczęście”. Tak też było w tym przypadku.
Andrzej Peszek – właściciel auta (które notabene widzicie na zdjęciach) oprócz totalnej zajawki na samochody rajdowe interesuje się również fotografią (www.andrzejpeszek.pl) . Przyszedł więc z pomocą i to nie byle jaką, bo okazało się, że wypasionego sprzętu foto ma po prostu po same uszy. Ufff…
Zacznę jednak od początku. Nastawiłem budzik na 6:50 w sobotę – dla mnie hardkor. Wstałem jednak bez wciskania „drzemki” , aby skorzystać z uprzejmości Andrzeja. Plan był taki: pośmigać wspólnie jego ukochanym evo po płycie opuszczonego lotniska w Nowym Mieście nad Pilicą. Impreza zapowiadała się soczyście: rajdowcy, amatorzy i zawodowcy zgromadzeni w jednym miejscu, po to aby dobrze się bawić. Temperatura na zewnątrz +1 więc nie mieliśmy czasu na ziewanie, tym bardziej, że przed nami ok. 90 km drogi. Jak wiadomo przy jeździe po lodzie czy śniegu cały układ napędowy nie dostaje praktycznie po tyłku więc ruszyliśmy z nadzieją na sprzyjające warunki.
Zanim jednak opuściliśmy Miasto Stołeczne otworzyły się drzwi garażu gdzie z ciemności wyłonił się ON. Mitsubishi Lancer Evolution VI. Samochód marzenie dla każdego, kto choć raz przemroził się doszczętnie na ulicy Karowej w Warszawie podczas rajdu Barbórki, czy spędził wiele godzin grając choćby w Colina McRae Rally. Wystarczy spojrzeć mu w oczy i od razu wiadomo, że mamy do czynienia z narzędziem taktycznym do walki ze śniegiem, szutrem a w zasadzie każdą możliwą nawierzchnią. Zza krat przedniego zderzaka prześwituje intercooler, zdradzając obecność turbiny. Wyloty powietrza na masce, szersze nadkola czy ogromne skrzydło z kilometra zdradzają, że to Evo. Auto już stokowo jest mocne i szybkie. 280 koni, 373 Nm, 4.4s do paki. Andrzejowi to jednak nie wystarczyło i niewielkimi modyfikacjami uzyskał ok. 350 koni i niecałe 500 Nm przy ponad 1.5 Bara doładowania. Remap i częściowe uwolnienie wydechu pomogły w tym procederze. Różnica podobno jest znaczna. W generacji VI Lancera Evo postawiono na lepsze chłodzenie i wytrzymałość silnika w stosunku do poprzednika. Wyposażono go seryjnie w większy intercooler, większą chłodnicę oleju oraz nowe tłoki. Wersja RS dostała dodatkowo tytanowo-aluminiowe koło turbiny. Z zewnątrz praktycznie nie do rozróżnienia z evo 5 ( różnica polegała głównie na przemieszczeniu i zmniejszeniu ogromnych halogenów w przednim zderzaku tak aby polepszyć przepływ powietrza). W aucie Andrzeja znalazł swoje miejsce przedni zderzak od evo 6 TME ( Tommy Makinen Edition). Jak dla mnie najbardziej agresywny ze wszystkich seryjnych wersji. I like!
Zająłem miejsce pasażera w dobrze wyprofilowanym fotelu i pofrunęliśmy trasą na Grójec w towarzystwie 2ch kolegów ze srebrnej Imprezy WRX na miejsce pojeżdżawki. Nowe Miasto nad Pilicą przywitało nas czarnym psem u bram wjazdowych na lotnisko oraz lodowato-śniegową nawierzchnią. Jest dobrze! Tak miało być!. Na miejscu było już dobre kilkadziesiąt aut ( Miriady Imprez wszelkich generacji ( es Ti aje, Gie teki, wu er iksy, bag eye’e, tear drop’y, hawk eye’e), Lancery Evo – głównie e10 i kilka BMW e30 na kolcach. Znalazły się nawet jakieś przód napędów ki. Szybki briefing i jedziemy! Na początku zapoznanie z trasą…Tor ma na oko 4-5km. Zaczyna się długą prostą przechodzącą w kilka w miarę łagodnych szykan. Miejscami trzeba uważać na opony oznaczające dziury lub inne przygody z nawierzchnią. Kilka ciasnych dwójkowych zakrętów przechodzących w szybkie odcinki z delikatnymi prawymi i lewymi łukami. Trasa ciekawa aczkolwiek mniej techniczna niż się spodziewaliśmy.
Przyjechaliśmy dla zabawy i z nikim się nie ścigamy ( brak pomiaru czasu),w związku z czym pierwsze okrążenie jedziemy dosyć asekuracyjnie. Andrzej chce lepiej poznać trasę i opracować strategię ataku poszczególnych zakrętów. Drugie okrążenie już szybciej z kilkoma długimi poślizgami przy 80-100km/h i rękawem w użyciu w ciasnych nawrotach. Trzecie okrążenie to już dosłownie bajka. Częściej widać trasę przez moją boczną szybę niż czołową. Długie soczyste slajdy na pełnej kontrze i prędkości do 120km/h. Podsterowność ustępuję miejsce nadsterowności z każdym kolejnym zakrętem. Jest fun! Na czwartym okrążeniu widać już, że śnieg topnieje i miejscami tor staje się bardzo przyczepny. Robi się niebezpiecznie gdyż lecąc pełnym ogniem w poślizgu wpadamy nagle na mokrą, przyczepną płytę i wyjeżdżamy raptownie z trasy. Evo najadło się śniegu ale na szczęście nic się kompletnie nie stało ani nam ani jemu. Opadły natomiast lekko morale. Skoczyliśmy więc na przerwę. Czas dla mnie żeby zrobić kilka fot ( czego efekt widzicie) i wciągnąć kiełbaskę z grilla z chlebem, musztardą i keczupem. Dawno nie jadłem tak dobrej kiełbachy!
Trasa staje się coraz bardziej przyczepna, przez co mniej przyjemna i po 4h kończymy zabawę. Było po prostu super! Evo w rękach Andrzeja wykonało zadanie a ja najedzony kiełbasą z przyklejonym bananem do twarzy mogłem spokojnie wrócić do domu i napić się ciepłej herbaty. Oby więcej takich imprez ( i Lancerów) w Polsce!
Miłego tygodnia.
#gcos
























