Byliście kiedyś na łyżwach na tzw. ślizgawce? Jeżeli część z Was była to wiecie zapewne, że łyżwiarze dzielą się na tych , co w rytm muzyki jeżdżą grzecznie, równym tempem w kółko i „rubaszników”, co śmigają między nimi. Przodem, tyłem, tulupem, potrójnym axlem, spiralą śmierci – mijają się z tłumem na wszystkie sposoby. Zawsze zastanawiałem się co czują ( bo należę do tej pierwszej grupy), mając tak dużą kontrolę nad torem jazdy z tak dużą prędkością. Przychodziło mi do głowy jedno – swoboda i wolność. Te właśnie odczucia towarzyszyły mi podczas jazdy za kierownicą BMW M6 (E63) już po pierwszym wściśnięciu pedału gazu.

M6stka, z którą miałem okazję się zaprzyjaźnić to przed ostatni model najmocniejszego zawodnika w szóstej serii sagi o BMW. Na pierwszy rzut oka jest w miarę niepozorna. Nie patrzy jej źle z oczu, nie ma wielkiego skrzydła i nie dostrzeżemy jej z pewnością z dużej z odległości kilometra. Ma obłe kształty i jak na mój gust jest bardziej grzeczną koleżanką w okularach i żakiecie z pierwszej ławki niż gwiazdą porno z ostatniej. Nawet przez najciemniejsze gogle Oakley’a nie powiecie mi, że to piękne auto choć można pokusić się o stwierdzenie, że jest przystojnie brzydka. Cała magia jednak w tym co usłyszymy po „naduszeniu” guzika start/stop…

O mamo! Gang aluminiowego silnika jest po prostu niesamowity. 10 cylindrów w układzie V, 5 litrów pojemności, 507 koni i 520 Nm to dane motoru, który 2 lata z rzędu zdobył nagrodę „International Engine of the Year”. Oczywistym jest, że takie auto trzeba darzyć szacunkiem. Na papierze M6stka przyspiesza do paczki w 4 sekundy a po zdjęciu kagańca (250 km/h) rozpędza się do licznikowych 330 km/h. Wyobrażacie to sobie? Lecieć 330km/h w BMW serii 6? Nawet stockowe Lambo Gallardo tyle nie poleci. Supercar Performance pełną gębą!

Ciężko wytypować drugie takie auto, które łączy w sobie wybitne osiągi i dynamikę z codzienną użytecznością i praktycznością. M6 jeździliśmy niejednokrotnie w 5 osób. Spróbujcie tego chociażby we wściekłym Jaguarze XKR czy dostojnym Aston Martinie DB9. Obydwa auta zostały stworzone ewidentnie dla tylnych pasażerów, którzy mieli kontakt z minami przeciwpiechotnymi i miejsca na nogi z tyłu po prostu nie potrzebują. Jednak w imię zasady – co, kto i do czego potrzebuje – nie można im nic zarzucić. Ja się w XKRze z tyłu po prostu nie zmieściłem, a do DB9 nawet nie próbowałem się z tyłu gościć. Na szczęście było miejsce z przodu.

Wracając do dużej Mki. Kokpit tego auta to nie miejsce dla początkujących. Po pierwsze trzeba się zmierzyć z iDrive, po drugie ustawień i opcji jest więcej niż konfiguracji aut w Forzy 4 na X-boxa. Auto, którym jeździłem było wyposażone w SMG zamiast manualnej skrzyni więc mogłem poflirtować z M6stką za pomocą łopatek przy kierownicy. 7dmio biegowa skrzynia w maksymalnie agresywnej opcji zmienia biegi w 65 milisekund . Powiem Wam , że zmiany biegów w tym trybie odbywają się dosłownie brutalnie. Można ją jednak regulować w 5ciu płaszczyznach w trybie automatycznym i sześciu w manualnym. To tak jak w rowerze, w którym mamy do wyboru 36 przerzutek a korzystamy zazwyczaj z 5ciu.

Zawias M6 również nie jest prostym tworem. Można nim zarządzać na wiele sposobów. Ciężko generalnie powiedzieć na co się zdecydować w kwestii ustawień silnik/skrzynia/zawias. Z krótkiej rozmowy z właścicielem Olkiem wynika, że najbardziej lubuje się w drugim najszybszym ustawieniu skrzyni, standardowej twardości zawieszenia i w pełni wyłączonej kontroli trakcji przy włączonym guziku M naturalnie. Nie sprzeczając się długo z właścicielem skorzystałem z tych samych ustawień auta.

Gdy już siedzę sobie niegrzecznie za kierownicą, fotel M6stki obejmuje mnie mocno niczym stęskniona konkubina po długiej rozłące. Ruszam sobie spokojnie. Moc maksymalna pojawia się przy prawie 8000 obrotach a moment przy 6100rpm co oznacza tylko jedno…trzeba go kręcić wysoko! Mam to szczęście, że jedziemy w kierunku tunelu, w związku z czym mogę uchylić szybę i posłuchać jak auto terroryzuje dźwiękiem wymijane samochody i okolicę. Bajka!. M6stka wyposażona jest w 4 pompy i 2 miski olejowe, co zapewnia bezpieczne smarowanie nawet przy przeciążeniach rzędu 1.3G, do których jest niewątpliwie zdolna. Auto waży ponad 1700kg ale tak jakby wcale tego nie czuć. Mka po prostu lata! Czy to na prostej, czy w zakrętach poziom przyczepności przedniej osi jest niesamowity. Poziom odczepności tylnej również – w końcu zbudowano ją w układzie FR ( silnik montowany z przodu z napędem na tył). Przyspieszenie dewastuje tak samo od 0-100kmh jak i od 100-200 km/h. Skupiony na drodze nie muszę odrywać wzroku od tego co się dzieje bezpośrednio przede mną gdyż mam do dyspozycji HUD-a ( czyt. Head Up Display). Urządzenie to wyświetla informacje o obrotach i prędkości auta jakby w połowie maski przed przednią szybą. Ale czad! Po kilkudziesięciu kilometrach boskiej eskapady, przerwa na kilka zdjęć Emki solo i w towarzystwie Mitsubishi Lancera EVO VI (którego notabene już znacie). Czas na do domu, czas na obiad. Oby takich słonecznych dni było więcej!

P.S 1. Co łączy Evo VI i BMW M6? 6-stka w nazwie bez wątpienia. Jeden z Was napisał w dniu wczorajszym: ”Nie ma bata ani na jedno ani na drugie”. Nie mogę się z tym nie zgodzić.

P.S 2. Podziękowania dla Andrzeja Peszka za wspólne focenie.

Miłego dnia!

gc

PRZEGLĄD RECENZJI
Moja ocena
Poprzedni artykuł(co-drive) Mitsubishi Lancer Evolution VI
Następny artykuł(premiera) JAGUAR XJ L Ultimate
test-drive-bmw-m6-e63Byliście kiedyś na łyżwach na tzw. ślizgawce? Jeżeli część z Was była to wiecie zapewne, że łyżwiarze dzielą się na tych , co w rytm muzyki jeżdżą grzecznie, równym tempem w kółko i „rubaszników”, co śmigają między nimi. Przodem, tyłem, tulupem, potrójnym axlem, spiralą...

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj