Desperacko chciałbym pokochać najnowszego GT-Ra ale obawiam się, że nie jest to możliwe. Z pogromcą supercarów jest trochę jak z piękną koleżanką z towarzystwa, taką, która nawet Wam się podoba, bo przecież ma szlachetne rysy twarzy, długie falujące włosy, duże bystre oczy… jest przy tym dobrze ubrana, dobrze wychowana i to właśnie od niej spisywalibyście lekcje kilka lat temu, bo zawsze dobrze się uczyła. Jest poukładana, pracuje w korpo i ma nienaganny styl. Starszyzna plemienna brałaby ją garściami. Teoretycznie jest ideałem. Praktycznie ma jednak kilka wad. Przede wszystkim nie ma w sobie za grosz seksapilu, włosy ma ładne ale wiecznie spięte przez co nigdy nie nawija ich na wskazujący palec, często chodzi w żakiecie, na imprezach nie pije i nie tańczy i jest w całej swojej osobie niestety trochę nudna, oschła, oziębła. Patrząc po nienaturalnie wydętych ustach stwierdzasz, że jest też lekko plastikowa.

Test drive Nissan GT-R 2013

Może za mało spędziliśmy ze sobą czasu, może to nie były te okoliczności (ulica publiczna nie tor) ale nie zaiskrzyło między mną a najszybszym Nissanem. No cóż… bywa i tak. To nie są już czasy Skyline’a: R32, R33, czy R34, gdzie od samego patrzenia człowiekowi pociły się pachy z podniecenia i zastanawiał się, czemu szanse żeby spotkać go na polskich ulicach są bliskie zeru. Nie zmienia to faktu, że można się z Gie Te Erem zaprzyjaźnić. Może nawet więcej, bo przecież jest ich na naszych drogach całkiem sporo. Z której strony bym jednak na niego nie patrzył nie powala wyglądem, wnętrze jest do bólu plastikowe, a za kierownicą siedzi się trochę jak w Micrze mojej kochanej mamy – wysoko. Miejsca w środku jest relatywnie dużo. Zmieścił się za mną Pan fotograf, który miał podobno 183cm wzrostu, zmieścił się Pan z Nissana Zaborowski, zmieściłem się ja – to już coś. Oprócz tego mamy do dyspozycji całkiem „spory” bagażnik – jak znalazł na daily drivera. Idąc dalej w najłagodniejszym trybie zawieszenia i skrzyni stwierdzam, że to całkiem wygodne auto. Dodajcie do tego napęd na 4 koła i w zasadzie można nim śmigać przez cały, okrągły, polski rok. OK – dość przynudzania, bo aspekty praktyczne najmniej mnie i pewnie Was w przypadku takich aut interesują. Skupię się zatem na tym jak to jeździ, bo przecież nie na darmo nadano mu ksywę: „ supercar slayer”.

Test drive Nissan GT-R 2013_4

Biorąc pod uwagę choćby cyferki „R35” prezentuje się imponująco. Pod prawym pedałem znajdziemy kranik do odkręcenia 550 koni osiąganych przy 6400rpm. Dodajcie do tego 628 Niutków w zakresie 3200-5800rpm i sprytny napęd na 4 łapy. Cyferki to jedno, pytanie jakie mają rzeczywiste przełożenie na osiągi? W GT-Rze mają i to potężne. Toshio Suzuki wykręcił nim 7:19:100 na Nordschleife (*9s lepiej od Ferrari 458 Italii, 9s lepiej od Wahltera Rohla w Porsche Carrerze GT, czy 6s lepiej od Lambo Aventadora) baa nawet od hiper szybkiej Zondy F Clubsport jest szybszy o około 5s) jeżeli moje źródło nie kłamie. Dodatkowo przyspieszenie do stówy poniżej 3 sekund. Poniżej 3 sekund! Wyobrażacie to sobie? Ja do tej pory sobie nie wyobrażałem… Myślałem, że 450 konna Impreza GT z ALSem serdecznego kolegi była nadpobudliwa ze świateł ale R35 to jednak zupełnie inna liga. Start nawet bez procedury jest oszałamiający, błyskawiczny i bez porównania z jakimkolwiek samochodem, z którym miałem do tej pory do czynienia. Siła z jaką wciska Cię w fotel jest potężna i co ciekawe ta chwila trwa, trwa i trwa, bo skrzynia biegów działa wyśmienicie a moc czuć w zasadzie przy każdej możliwej prędkości. Sześciobiegowy, dwusprzęgłowy półautomat nie ma nawet chwilowego zawahania w kwestii zmiany biegu na wyższy . Jest po prostu świetny – szybki ale nie agresywny. W zakrętach to auto nie pozostawia złudzeń. Poziom przyczepności jest abstrakcyjnie wysoki. Wszystko w neutralnym tonie. Nie pruje przodem, nie macha ogonem ( chyba, że sprowokowany), mimo swojej dużej masy trzyma się jak wygłodniała pijawa dobrze umięśnionego udźca. Wydaje się, że zaraz wyfruniemy gdzieś w siną w dal, a tu nic…wszystko jak po sznurku i to z dużym zapasem. W międzyczasie na centralnym wyświetlaczu pojawia się sterta informacji na temat przeciążeń, napędu, spalania ale kto ma w ogóle czas na to patrzeć? Trzeba skupić się na jeździe, bo przecież to jedno z najszybszych seryjnych aut jakie można sobie sprawić.

Test drive Nissan GT-R 2013_6

Podczas całego procesu „upalania” ostatnie czego brakuje GT-R-owi to moc. Brakuje natomiast dźwięku, brakuje jakości wnętrza, brakuje polotu i czynnika X, który sprawia, że wysiadając z auta obracam się na pięcie i nie mogę uwierzyć w to co przed chwilą mnie spotkało.

Za GT-Ra trzeba zapłacić niecałe pół miliona złotych (cena wzrosła o około 100 000 od kiedy się u nas pojawił). Co za to dostaniemy? Szatana do killowania Ferrari 458 Italii, McLarena MP4-12C, czy Lambo Gallardo LP 560-4 – czyt. praktycznie wszystkiego co się rusza. Do tego pojeździmy nim cały rok i pokażemy trójce znajomych na raz co to znaczy przyspieszać w 3s do setki. Jeżeli nie dbacie jednak o cyferki, a radość z jazdy, zmysłowość i szczyptę polotu, to tego w pakiecie nie przewidziano. A szkoda, bo liczyłem na wiele, wiele więcej.

Amen.

gc

*Chciałem bardzo podziękować Marcinowi Końskiemu z Redline MotoBlog i Nissanowi Zaborowski za przygotowanie auta.

Poprzedni artykułTest drive Ferrari 348 Challenge
Następny artykułPremiera Porsche 911 Turbo S

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj