Mógłbym napisać, że Ferrari 612 Scaglietti powstawało w latach 2004-2011 i zastąpiło dotychczasowy model: 456M. Zaprojektowane zostało przez Kena Okuyamę z Pinifariny itd. Tylko po co? O tym przeczytacie sobie chociażby na Wiki… Mógłbym też napisać, że lecę pełnym ogniem dwupasmową ulicą Królewską w Warszawie, redukuję… idealnie, rzecz jasna z międzygazem i składam się potężnym bokiem w prawo na Plac Stanisława Małachowskiego. Skłamałbym wtedy tak bardzo, że nos haczyłby mi w tym momencie o kolana. Napiszę Wam zatem jak było przez tą cudną chwilę za kierownicą 612stki. A takie chwile się pamięta dłuuuuugo!

Urodziny godziny czyli 22:22, Paryż Północy, jedziemy! Liczby mnogiej nie używam przypadkiem, bo widzę na prawym, pomarańczowym, skórzanym, fotelu eleganckiego gościa i dwóch następnych w lusterku wstecznym. Tak, tak 2 osoby siedzą z tyłu i to wcale nie filigranowe Ania i Agata, a 2 byki! ( no niech będzie byczki). W Jaguarze XKR, czy Aston Martinie Vanquishu musiałbym ich dekapitować i obciąć nogi piłą mechaniczną, żeby jakkolwiek ich tam usadzić. Jedyny samochód z jakim miałem styczność, w który bym ich pewnie zdołał upchnąć to (myślę sobie) przedostatnie BMW M6 (E63).

Test drive Ferrari 612 Scaglietti_4

Tymczasem… jadę za kierownicą prawie 5metrowego, szerokiego na 2m , 2-tonowego Ferrari. Z nami wszystkimi i pełnym zbiornikiem paliwa (108 litrów) waży pewnie z 2,5 tony. I nie ma to najmniejszego znaczenia, bo pod nogami mam 2 pedały. Ten co kojarzy mi się z bezpieczeństwem i ten przyjemniejszy „niebezpieczny”. Bezpieczny działa płynnie – dość miękko w pierwszej fazie ale całkiem skutecznie, ten „niebezpieczny” odkręca kranik z eliksirem radości. Eliksir smakuje nieźle, bo jak może smakować 540 koni osiągane przy niebotycznych 7250 obrotach. Moc rozwija się liniowo, od samego dołu – przynajmniej takie jest wrażenie, choć maksymalny moment obrotowy (588 Nm) pojawia się dopiero w okolicach 5250rpm. Mocy i momentu po prostu nie brakuje – duża pojemność silnika robi tutaj robotę – przecież to potężne NA z 575 Maranello.

Jeszcze dwie godziny temu jeździliśmy autem w „normalnym” trybie skrzyni biegów (skrzynia F1A) i co ciekawe, zmiany następowały bardzo płynnie, bez żadnego szarpania, bez zbędnej agresji ( to podobno efekt udanej współpracy z Magnetti Marelli), a zawieszenie doskonale wybierało warszawskie dziury, czy tory w okolicach dworca centralnego. Ferrari wygodne? przytulne? łagodne? Nigdy bym nie pomyślał, że użyje takiego kombosa słów w stosunku do jakiegokolwiek samochodu z rozwścieczonym, czarnym koniem na masce ale tak faktycznie jest! Śmiem nawet twierdzić, że ten samochód jest stworzony do spokojnej jazdy, bardziej niż do wściekłego upalania od świateł do świateł… Chwila, chwila, nie sprawdzałem jeszcze jak auto daje sobie radę w trybie sportowym, więc teraz czas na trochę bardziej agresywną jazdę i zaangażowanie paluchów w ciężką pracę łopatami. Drugi bieg – ogień i zmiana na 3ci…Teraz czuję ewidentnie, że doszło do zmiany biegu. Proces był dość szybki i agresywny . Jest przerwa, ale musi być – w końcu to pół automat, który ma już kilka dobrych lat. Na drugim biegu czuć, że auto zaczyna delikatnie machać ogonem więc trzeba się skupić delikatnie korygując tor jazdy. Przyspiesza świetnie (na papierze 4,3 do 100 km/h i niecałe 10s do 160). Podświetlony na zielono licznik zamyka się na imponującej liczbie 340 km/h, gdzie realnie 612S może rozpędzić się do około 322. Nie będę tego sprawdzał, nie te warunki, nie ten tron, nie ta królowa.

Test drive Ferrari 612 Scaglietti_6

W momencie, gdy redukuję lewą łopatką bieg z 3ciego na 2gi, w sumie w momencie każdej redukcji pojawia się fenomenalnie spasowany międzygaz. Ciara na kręgosłupie gwarantowana… Powinniście tego posłuchać! Zapewniam Was, że uśmiech sam się ciśnie na usta – nie tylko Wasze, ale i pasażerów, czy przechodniów, o ile się nie wystraszą. Audio Bose – podobno gra świetnie. Jak zwykle jednak w przypadku tego typu aut nawet nie zamierzam sprawdzać- nie ma na to czasu, nie mam nawet takiej potrzeby, lepiej skupić się na przepięknym gangu dwunastocylindrowego silnika.

Skręcam sobie żwawo w prawo i stwierdzam, że 612stka zachowuje się wyjątkowo neutralnie w zakręcie. Kompletnie nie tak jak ciężkie auto z silnikiem z przodu i napędem na tył. Auto zbudowano w layoucie FR, jednak w dość nietypowym stylu. Silnik zamontowano PRZED przednią osią, natomiast skrzynia biegów znajduje się z tyłu. W efekcie pomimo umieszczenia serca w przedniej części samochodu udało się przenieść 54% masy na tył (46/54). Idąc dalej…85% całej masy auta znajduje się pomiędzy osiami, co zresztą doskonale przekłada się na balans podczas skrętów.

Następny skręt w prawo i jestem na ulicy Kredytowej. Dźwięk dwunastocylindrowego silnika odbija się potężnym hukiem od okolicznych budynków mieszkalnych. Cisza nocna niewątpliwie zachwiana… Chodnikiem, po prawej stronie idzie 3ch Panów… Słysząc ten zniewalający huk, który się do nich zbliża odwracają się zgodnie i zaczynają bić brawa. To jest właśnie magia Ferrari! Nie trzeba być w środku, żeby cieszyć się tym samochodem. Zobaczyć go na ulicy, usłyszeć, poczuć wibracje gdy przejeżdża obok – to już jest przeżycie docenione w tym przypadku brawami!

Test drive Ferrari 612 Scaglietti_8

Jestem pod wrażeniem F6112S z kilku względów. To bardzo eleganckie, kompletne auto. Czułem się nawet trochę nie na miejscu jadąc nim w krótkich spodenkach. Z zewnątrz wygląda jak wielki krążownik, ma dużo krągłości, proporcje, które nie będą się wszystkim podobać. W środku jest stylowo, elegancko i konkretnie. Gdy chcemy – płyniemy. Gdy chcemy – lecimy. O zwykłym, nudnym jeżdżeniu nie ma mowy.

Wartość dodana w postaci brykającego kucyka na kierownicy, przedniej masce i grillu – niebywała. Z pewnością każdy poczuje się wyjątkowo za kierownicą tego potężnego auta.

Grochy ciekły mi po polikach jak oddawałem biały kluczyk z żółtym logo…Niemniej jednak dziękuję ludziom dobrej woli ( Tomek, Łukasz – to do Was), że mogłem przeżyć to co przeżyłem i zacieszać na myśl o tym dniu jeszcze przez długi, długi czas!

I jak tu nie kochać samochodów?

gc

Poprzedni artykułMaserati Quattroporte V
Następny artykułTest drive Maserati GranTurismo

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj