Macie jakieś konkretne skojarzenie z autami marki Lotus? W moim przypadku nasuwają się na myśl dwie sprawy. Po pierwsze- lata 90te, mały pokój za meblościanką w kawalerce rodziców, ja, Amiga 500 i magiczna dyskietka z grą: Lotus Challenge. Mogłem nie jeść, mogłem nie pić, mogłem tylko grać, aż bym pewnie przywitał się z gąską. Druga rzecz z jaką kojarzą mi się Lotusy to niebotycznie mała masa auta. Lotus Elan ważył około tony, Exige szczyptę ponad 900kg, natomiast Elise niecałe 900kg. Wszystko to zmieszane z relatywnie niedużą mocą ( w przypadku Elise zaczynamy od 136 koni) skutkowało i tak niewiarygodnie dobrymi osiągami. Może nie prędkością maksymalną. Ale przyspieszeniem 0-100 km/h z pewnością.

Test drive - Lotus Evora_9

Do czego zmierzam? Jak zobaczyłem ile waży Lotus Evora ( którego notabene widzicie na zdjęciach) złapałem się za głowę. Prawie 1400kg. Lotus i 1400kg? Jak dla mnie to nie mogło iść w parze. To już legendarny nieco większy Esprit ważył odrobinę mniej. Po jeździe autem okazało się, że nie ma to zupełnie znaczenia. Zaraz wyjaśnię przyczyny, mam nadzieję w miarę klarownie.

Do Evory wsiada się w specyficzny sposób. Mówiąc w skrócie, nie jest to takie proste. Siedziałem kiedyś w Saleenie S7 TT i przypomniało mi się z jakim trudem trzeba było dostać się do auta. Wysiadanie również było mocno pracochłonne. Główną przeszkodą w jednym i drugim aucie jest próg. Niemniej jednak kiedy go przekraczamy, robi się przestronnie (nawet dla mnie – a nie zaliczam się do tych najniższych i najmniejszych). Baaa…Pan Tadeusz – odpowiadający za sprzedaż w Lotus Warszawa również (wierzcie mi) mały nie jest. Zmieściliśmy się jednak ( we 2-ch, bo miejsca na innych ludzi nie ma), całkiem spokojnie. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to brak pomysłu na lewą nogę – Gdzie ją postawić? Jak ją ułożyć?. Pomyślałem sobie wtedy. „Kurcze ten szeroki próg ciągnie się pod skosem jeszcze wewnątrz kabiny! Damn!. Po 10 minutach jazdy, można się jednak do tego przyzwyczaić, baa w „kubełkowym” fotelu Recaro zrobiło się całkiem przytulnie i wygodnie.

Test drive - Lotus Evora_8

Co do wnętrza, powiedziało mi „cześć” w kilku intensywnych kolorach. Większość instrumentów jest podświetlonych na czerwono, biało i niebiesko – lubię to!. Fotel Recaro okazał się niesamowicie wygodny, a kierownica niezwykle mała. Przypominała mi tą, którą dzierżyłem w dłoniach robiąc okrążenie # 5677 na Nordschleife w Gran Turismo kilka lat temu na Plejaku. Cieńsza sporo od tej w Porsche Caymanie, jednak świetnie spełniała swoje zadanie. Evora jest w środku dużo bardziej luksusowa ( w swoim nieskomplikowaniu) niż przypuszczałem. Zaskoczyła mnie pozytywnie dużym wyświetlaczem z navi i komfortem jazdy.

Test drive - Lotus Evora_7

No właśnie apropos jazdy. Jazdę rozpoczynamy od przekręcenia kluczyka ( tak, tak dosyć już guzików start-stop – czas na klasyczny kluczyk). Tuż po tej czynności usłyszycie dźwięk Toyotowskiego 3.5 L 2GR-FE V6. Powiem Wam tyle: brzmi fenomenalnie!. Dawno nie miałem w aucie gęsiej skóry podczas redukcji z międzygazem ( tu akurat automatycznym, gdyż auto wyposażone było w 6 biegowy automat). REWELACJA! Silnik brzmiał tak dobrze, że nie chciało mi się nawet sprawdzać zestawu audio. Pan Tadeusz twierdzi, że gra całkiem dobrze – no cóż – muszę mu uwierzyć. Kwestia prowadzenia auta totalnie mnie zaskoczyła. Evorą w trybie „zwykłym” jeździ się niezwykle komfortowo. Owszem jest sztywna ale nie na tyle, żeby non stop się bać, że każda dziura rozwali auto w pył. Szkła kontaktowe od wibracji też mi nie wypadły. Byłbym w stanie pokusić się o stwierdzenie, że jest świetnym autem na co dzień. W trybie skrzyni „Drive” możemy cruise’ować sobie po mieście w pewnego rodzaju relaksie. Jest relatywnie cicho i spokojnie. Po wciśnięciu guzika SPORT i uruchomieniu łopatek zaczyna się prawdziwa zabawa. Po pierwsze: Evora oddaje w nasze ręce totalną władzę nad doborem biegu. Można wtedy poprosić ją kulturalnie ( lub nie) za pomocą pedału gazu, aby osiągnęła swoje 7000rpm i rozkoszować się zupełnie wystarczającym, bardzo dobrym przyspieszeniem. Do 4’500rpm jest całkiem łagodnie, powyżej- założę się, że każdy z Was się uśmiechnie. Pomimo, że we 2ch z Panem Tadeuszem dociążyliśmy Evorę masą grubo ponad 200kg przyspieszała świetnie.

Test drive - Lotus Evora_4

Evora w zakrętach jest niezwykle skutecznym i precyzyjnym narzędziem. Komunikacja za pomocą układu kierowniczego nie pozostawia złudzeń. Samochód dokładnie wie, czego od niego oczekujemy. Ja z drugiej strony po pewnym czasie jazdy, doskonale wiedziałem, czego mogę się po nim spodziewać. Niepożądaną podsterowność łatwo zastąpić tak bardzo oczekiwaną nadsterownością ( to wtedy kiedy auto merda ogonem). Jest przewidywalna, prowadzi się ją niezwykle łatwo i przyjemnie i te międzygazy podczas redukcji…ech…gęsia skóra w pakiecie na bank!

Podsumowując: Lotus Evora utwierdził mnie w przekonaniu, że auta w układzie MR ( silnik umieszczony centralnie, napęd na tył) są stworzone dla mnie. Jest to kolejny samochód ( po Porsche Boxterze S), który dał mi niesamowitą przyjemność z jazdy. Przede wszystkim cieszy fakt, że moc Evory można wykorzystać przez większość czasu w 100% i przekłada się ona na asfalt. Cieszy fakt, że nie potrzebne jest 500,600 czy 1000 koni, żeby czerpać maksymalną przyjemność z jazdy. Ten samochód nie straszy, podaję wręcz przyjacielską dłoń i zaprasza do wspólnej zabawy. Nie pozostaje mi nic innego tylko czekać na możliwość przejażdżki skompresowaną wersją S. Szczerze Wam powiem, że nie wierzę, że może być jeszcze fajniej.

Kłania się w pas!

gc

Poprzedni artykułLotus Warszawa
Następny artykułRange Rover Sport MY13 – polska premiera

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj