Minęło sześć godzin i 13 dni od kiedy, po kilku godzinnej przygodzie oddałem kluczyki od Stradale. Dzisiaj powiem Wam z ręką na sercu, że tęsknię jak cholera. Tęsknię za jej agresywną, wściekłą sylwetką wyrzeźbioną przez Pinifarinę, tęsknię za jej wyjątkowo brutalną skrzynią, za jej mrocznym charakterem a przede wszystkim za jej donośnym, wulgarnym głosem, który bezczelnie włączył większość alarmów pod moim blokiem. No właśnie dźwięk. Powiem Wam tyle… Ja, Stradale i tunel na Wisłostradzie przejechany co najmniej kilkukrotnie – tego nie da się zapomnieć. Jak to mawiają opaleni Włosi – GRANDE RUMOOOORE!!!

Recepta na gęsią skórę, sterczące na baczność sutki i sztywne włosy (nawet takie o których nie wiedzieliście) jest bardzo prosta. Kierunek – najbliższy tunel, drugi bieg, 2000 rpm, otwarta na oścież szyba – nie po to, żeby było Was widać bynajmniej i koniecznie ale to koniecznie wciśnięty guzik Race, który wyostrza reakcję gazu i „uwalnia” wydech tej 460 konnej Seks Bomby. Pełen but, jeżeli warunki pozwolą i wspinamy się w okolice 7000 obrotów. Potem hamowanie i redukcje z automatycznym międzygazem, którym towarzyszą fajerwerki z wydechu. Jeeezus Christ – czegoś takiego jeszcze w życiu nie słyszałem! Ryk silnika zwiastujący jakby zagładę nuklearną odbija się od ścian tunelu po to żeby wrócić do moich lekko odstających uszu i postawić mnie na nogi skuteczniej niż miauczenie kota o jedzenie nad ranem. To lepsze niż seks! I wcale nie zdziwię się jeżeli kierowcy w innych autach obecnych wtedy w tunelu nie dostali tak jak ja tzw. eargasmu.

Maserati GranTurismo MC Stradale 3

Zanim jednak wsiadłem do auta, zastanowiłem się przez chwilę, czy ja w ogóle chce tam wsiadać?! Auto z zewnątrz ma w sobie więcej seksu niż Kasia Figura wybudzana w Kingsajzie przez szczwanego Polokoktowca, także już samo patrzenie na Stradale powoduje wielki przypływ przyjemności. Z przodu, z boku z tyłu – wygląda fenomenalnie! Mimo, że nadal nie jestem fanem tylnych, dość dużych świateł tutaj przymykam oko. Są ciemniejsze niż w zwykłej wersji i nawet zaczynają mi się podobać. W środku oczekiwałem roll cage’a i pasów szelkowych. Nie doczekałem się. Nowe Stradale pojawiło się w wersji cywilizowanej, z tylnymi – pełnowartościowymi siedzeniami zrobionymi na wzór tych przednich i z normalnymi pasami bezpieczeństwa. Nie miało to jednak znaczenia. Wnętrze choć nie idealne (przez konsolę centralną) wygląda świetnie – o wiele lepiej niż w normalnym GranTurismo. Czarne fotele przeszyte kontrastową, czerwoną nicią, dużo karbonu i to co lubię najbardziej czyli wszechobecna alcantara. Niby małe rzeczy a robią robotę w porównaniu do cywilizowanej wersji tego modelu, której kiedyś udało mi się skosztować. Do tego „tłusta” w swojej objętości kierownica i świetne – długie łopaty do obsługi skrzyni biegów (mogą być również karbonowe).

Stradale nie jest mała – bliżej jej do Liv Tyler niż Kylie Minoque. Ma 5m długości i ponad 2m szerokości z rozłożonymi lusterkami. Nie jest też lekka – przy wadze 1700 kg na sucho zastanawia jak radzą sobie z tą masą: silnik, zawieszenie, opony i hamulce. Czy w przeciwieństwie do podstawowego modelu Gran Turismo jest autem dla kierowcy? Odpowiem krótko: JEST…zdecydowanie JEST!

Stradale przy mocy 460 koni prowadzi się świetnie. Nie przyspiesza co prawda jak GTR, który przeczy fizyce. Do setki rozpędzicie ją w ok. 4,5 sekundy a przyspieszenie ustanie przy prędkości ponad 300 km/h. Słabo? Może się tak wydawać ale te 460 koni z silnika o pojemności 4,7 litra można przynajmniej w 100% wykorzystać bez obawy, że do 120 km/h będzie Was nękać po oczach światełko od kontroli trakcji. Mi w zupełności wystarcza. Poza tym GT MC Stradale jest doskonale wyważonym autem, co świetnie czuć w zakrętach. Silnik znajduje się prawie że w kabinie przed przednią osią ( patrząc z wewnątrz auta) a skrzynia mieszka sobie grzecznie z tyłu. Rezultat? 48% wagi auta jest skoncentrowane z przodu a 52% z tyłu. Z pozycji kierowcy przy dość agresywnej jeździe miałem wrażenie jakbym jechał dużo mniejszym i zbudowanym w układzie MR Porsche Caymanem S a nie kilkaset kilo cięższym i „metr” dłuższym potworem. Body roll jest dużo mniejszy dzięki zawieszeniu obniżonym o 10 mm, a hamulce doskonałe. Karbonowo-ceramiczne tarcze Brembo z potężnymi zaciskami zatrzymują auto na dystansie 33m – coś fantastycznego! Samochód oferuje również różne tryby skrzyni biegów. Ten najbardziej komfortowy jest totalnie przymulony więc po kilku minutach zmieniam na RACE. Auto staje się wyraźnie głośniejsze i szybciej reaguje na gaz. Sześciobiegowy zautomatyzowany manual MC Race Shift zmienia biegi tak brutalnie, że przypomina mi się przebieżka w Lamborghini Gallardo – coś pięknego! Cały proces zmiany biegu trwa wtedy raptem 60 milisekund. Na niższych obrotach jest natomiast miło, celnie i spokojnie. Zawieszenie? Sztywne. Na dziurawych ulicach okolic centrum Warszawy może nawet za twardo. Ale przecież o to tutaj chodzi!

Doświadczenie z jazdy tym autem jest niesamowite. Stradale żyje i aż się prosi żeby spędzać z nią jak najwięcej czasu w trybie RACE. To jest tego typu stworzenie, o którym myślicie tuż przed snem i zaraz po przebudzeniu. To jest zdecydowanie to, czego szukam w samochodach.

Lek na tęsknotę jest jeden – 800 000 zł, ale wiem, że ona jest tego warta.

Amen,

gc

PRZEGLĄD RECENZJI
Moja ocena
Poprzedni artykułJaguar XJ220 – z życia super kota
Następny artykułTest drive Aston Martin V12 Vantage S
test-drive-2013-maserati-granturismo-mc-stradaleMinęło sześć godzin i 13 dni od kiedy, po kilku godzinnej przygodzie oddałem kluczyki od Stradale. Dzisiaj powiem Wam z ręką na sercu, że tęsknię jak cholera. Tęsknię za jej agresywną, wściekłą sylwetką wyrzeźbioną przez Pinifarinę, tęsknię za jej wyjątkowo brutalną skrzynią, za jej...

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj