Nie wsiadaj za kierownicę F-type’a V6 S, jeżeli nie masz luzem pół miliona. Dlaczego? Po 400 m i jednym „butowaniu” będziesz chciał go mieć i to za wszelką cenę.
Aż wstyd mi się przyznać, ale jest to pierwszy samochód, od którego tak mi skoczyło ciśnienie, że musiałem wziąć prochy. Nie wiem jak Anglik to zrobił, ale stworzył coś, co wwierca się w głowę, wchodzi do mózgu i szepcze: „Chcesz mnie mieć w garażu… bardzo chceeeesz…”. Kurcze, cholera..pytanie! Pewnie, że chcę! Na szczęście minęło trochę czasu od momentu, gdy miałem go w rękach i mogę już trochę racjonalniej spojrzeć w te kocie oczy i napisać co myślę.

Po pierwsze patrzycie na wersję V6 S, czyli środkową pod względem mocy. No i co? No i pewnie buczycie sobie w myślach, że to nie V8 S. Spokojnie… ja też zrzędziłem gdzieś tam w duchu jak nie udało mi się dodrapać do najmocniejszej wersji. O jedno jednak mogę się założyć. Jeżeli zawiązałbym Ci oczy i wsadził na miejsce pasażera do tego auta, następnie rozkręcił kurek z gazem, to (tak jak ja) jest duża szansa, że będziesz jechać z przekonaniem, że siedzisz w aucie z ośmio cylindrowym silnikiem. Tak przynajmniej się nabrałem kilka miesięcy temu. Nawet tu przy sześciu cylindrach nie można mówić o ryku silnika (jak np. w Porsche Boxsterze S). Tu jest GANG….brutalny GANG, któremu nie obce są strzały z wydechu przy zmianach na wyższy bieg i fajerwerki przy redukcjach. Czasem nawet abstrakcyjnie długie. Musisz to usłyszeć, bo ja nie znam adekwatnych słów żeby Ci o tym opowiedzieć, a filmiku nie nagrałem. Ręce będą Ci się trzęsły i pociły z podniecenia – to masz gwarantowane, a jeżeli pojedziesz do tunelu nabawisz się gęsiej skóry tak jak choćby za kierownicą Maserati GranTurismo MC Stradale.

No dobrze, nie samym dźwiękiem silnika przecież człowiek żyje. To może wygląd? Ja powiem tak. Już w 2011 roku opadła mi w pracy szczęka na widok prototypu F-type’a: C-X16 (nie musicie już nawet googlać, bo współczesny F-type Coupe wygląda praktycznie tak samo). Tu mamy trochę inną bryłę (w końcu to top-less), ale koci pyszczek i zadek jest przecież ten sam. Auto prezentuje się świetnie. Jest piękne i stojąc obok Aston Martina V8 Vantage nie zdziwię się jak będziecie łypać okiem na Dżaga. Żadne z moich zdjęć nie oddaje wystarczająco cudownego wyglądu F-type’a. W metalu ujrzycie- świetne proporcje, seksowne kształty, agresywny charakter i to z każdej możliwej strony. Wysiłki projektantów doceniają zresztą przechodnie, których opinie słyszałem nie raz przez otwarty dach. Pomijam fakt, że pewnie 98% z nich dowiadywało się co to za auto dopiero z napisu na drzwiach.
Kabina? Czujesz, że siedzisz w wyjątkowym miejscu. Jest przytulnie i luksusowo. Oczekiwałbym więcej finezji od zegarów (na szczęście są analogowe) i nie wiem, czy jestem fanem uchwytu montowanego w centralnej konsoli, ale poza tym prezentuje się świetnie. W fotelu siedzi się nisko (podobno najniżej ever jeżeli chodzi o Jaguary) i jak na Jaguara przystało-wygodnie. Poziom komfortu i luksusu przewyższa wręcz oczekiwania wobec sportowego cabrio – bliżej mu tutaj do klasy GT. W oczy rzuca się kilka detali w kolorze miedzi. Po pierwsze guzik do odpalania samochodu, po drugie łopatki do zmiany biegów – pokryte notabene cienką warstwą z gumy. Kierownica jest mięsista w dotyku i idealna rozmiarowo – nie za duża, nie za mała. Jeżeli spojrzysz w lusterko wsteczne przy przekraczaniu 100 km/h zobaczysz subtelny spoiler, który wynurzy się wprost z klapy bagażnika. Apropos bagażnika – jest tak mały, że Anglicy nazywają go prześmiewczo „bagażnikiem na pizzę”. Przyspieszenie? Wystarczające. Do setki rozpędzicie się w około 5s. przy prędkości maksymalnej na poziomie 275 km/h. Skrzynia biegów? Ośmio-biegowy ZF, który pomimo „nadmiaru” biegów działa wyśmienicie zarówno w trybie manualnym jak i automatycznym.

Czy F-type V6 S jest zatem idealny? „Na szczęście” nie jest. Pomimo, że z pozycji kierowcy można się w nim świetnie bawić i przemieszczać komfortowo, poziom komunikacji z autem poprzez kierownicę nie jest pozbawiony wad. Dogadasz się z F-type V6 S bez problemu, ale nie jest to relacja typu „rozumiemy się bez słów”, co oferuje choćby wcześniej wspomniany Porsche Boxster S. Układ kierowniczy jest precyzyjny, ale działa jak dla mnie za lekko, bez upragnionego oporu. Do tego dochodzi masa auta. eF jest stosunkowo ciężki. Waży bowiem 1614kg i pomimo, że sprawia ogromną radość z jazdy, masę czuć – zarówno w zakrętach jak i przy hamowaniu. Nie zmienia to faktu, że bardzo łatwo z nim zatańczyć i nie umrzeć przy tym z przerażenia. 370 koni i 460 Niutonometrów powodują, że nietrudno o nadsterowność. Nie zapominajmy, że to rzut kamieniem od 400 koni przy silniku z przodu i napędzie na tył! Nie zmienia to faktu, że jako całokształt najmniejszy „kotek” dostarcza więcej emocji niż jakikolwiek współczesny Jaguar z jakim miałem do czynienia. Nie dostaniesz takiej euforii ani za kierownicą potężnego XKR-a ani od supersedana XFR , o XJR nie wspominając. Zresztą z mojego doświadczenia najmocniejsze Jaguary mają problem z przełożeniem ogromnych mocy na asfalt. Tutaj jest w sam raz. Nie uśniesz z nudów za kierownicą, ale i nie zejdziesz na zawał po odkręceniu kurka z benzyną na widok mrugającej kontroli trakcji przy ponad 120 km/h – i bardzo, bardzo dobrze!

Jeżeli kupujesz samochody sercem, nie rozumem i masz do wydania prawie 450 000 zł (554 410 zł wersja testowana) jest duża szansa, że wybierzesz właśnie F-type’a V6 S. Jeżeli przeważy rozum to nie zdziwię się jeżeli zapukasz choćby do Porsche.
Nie zmienia to faktu, że Anglik stworzył coś bardzo, bardzo dobrego i nie wyobrażam sobie, że V8 S może dać kierowcy cokolwiek więcej. Powstaje zatem pytanie: Dlaczego nie widzimy F-type’ów na naszych polskich drogach? Zapewne z powodu ceny, która nawet w przypadku tej wersji może wydawać się dość wysoka. Niemniej jednak mówi się o doładowanym silniku cztero cylindrowym. Może to pomoże?
gc
























